Podsumowanie: Risen w Gamestar

Niespełna tydzień temu, fanowski serwis risen.cz wyszedł z inicjatywą przełożenia wielkiego przeglądu na temat gry Risen, który został opublikowany na łamach niemieckiego magazynu Gamestar.
Tłumaczenie zostało podzielone na kilka mniejszych artykułów, które ukazywały się każdego dnia. Oznacza to nic innego jak to, że przez kolejnych pięć dni otrzymywaliśmy masę nieznanych do tej pory materiałów na temat produkcji. Wraz z przeglądem zgłębiliśmy tajemnice na temat fabuły, bestiariusza, systemu walki, szkolenia, magii, podziemi, eksploracji świata, a nawet interfejsu. Nadszedł czas, by wszystko zebrać razem ze sobą i przedstawić najważniejsze informacje.
Gothickowa dusza
Nie od dziś wiadomo, że duchowym spadkobiercą serii Gothic jest właśnie Risen. Nikogo więc nie zdziwi fakt, że obie te produkcje wyglądają niemal jak bliźniacze dzieła. Mechanika, sposób kreowania świata, animacje – to wszystko zostało zaczerpnięte z pierwszej produkcji Piranhy Bytes. Nie oznacza to jednak, że gra wygląda identycznie jak jej „pierwowzór”. W Risenie otrzymamy to samo, ale mocno podkręcone i odpowiednio przyprawione – tak by czerpać tylko te najlepsze inspiracje, jednocześnie eliminując błędy popełnione w przeszłości.
Bez przeszłości, lecz z przyszłością
Risen zaczynać się będzie jak dziesiątki innych gier, a to za sprawą zastosowania przez twórców najmniej finezyjnego wprowadzenia ze wszystkich możliwych. Mamy tu więc katastrofę statku, na wskutek której nasz bohater traci pamięć i próbuje odnaleźć się w tej nowej, nieznanej sytuacji. Brzmi znajomo, prawda? Żeby nie narzekać zbytnio, trzeba dodać, że takie rozwiązanie ma plusy – ot, choćby pozwala na dowolne kreowanie postaci i wykorzystanie całego potencjału gier cRPG.
Kontrolę nad głównym bohaterem otrzymujemy w momencie, gdy ten budzi się na plaży, jako jedyny ocalały. Szybko okazuje się bowiem, że nie tylko my przeżyliśmy, a z pomocą nadciąga nam inny rozbitek – Sara. W tym momencie mamy możliwość zadecydowania czy chcemy ukończyć samouczek czy raczej go sobie darujemy. Niezależnie od wybranej przez nas drogi, dotrzemy do obozu bandytów, gdzie spotkamy osobę o imieniu Neil. Okaże się, że nie w głowie mu burdy i bijatyki, a na dowód tego daje nam naprędce skreśloną mapę wyspy, na której niefortunnie się znaleźliśmy.

Po dołączeniu do gildii, dostępni dla nas staną się nowi nauczyciele i handlarze, z którymi wcześniej możliwość pertraktacji, była tylko pobożnym życzeniem.

Po jednej stronie barykady

Szybko okazuje się, że na mapie zaznaczone są trzy ważne miejsca. Są to: miasto na skale wulkanicznej (opanowane i zarządzane przez Inkwizycję, gildia magów była poprzednim właścicielem miasta), port i obóz bandytów. Wraz z postępem gry, będziemy musieli zdecydować po której stronie konfliktu się opowiedzieć. Przyłączyć się będziemy mogli do – już wspomnianych – bandytów, inkwizycji lub magów. Przynależność do jednej z gildii będzie niosła ze sobą spore korzyści. Dostępni dla nas staną się nowi nauczyciele i handlarze, z którymi możliwość pertraktacji, przed dołączeniem do gildii, była tylko pobożnym życzeniem.

Pomiędzy ścianami

Nie dana nam będzie możliwość dowolnego, niczym nieskrępowanego, zwiedzania wyspy. Świat gry podzielony będzie na cztery strefy, do których dostać się będziemy mogli jedynie w określonym momencie fabuły. W grze Risen pełnią one funkcję podobną do rozdziałów z sagi Gothic.

By móc przedostać się przez pole, blokujące przejście do kolejne strefy, będziemy musieli użyć specjalnego kamienia teleportacyjnego, który otrzymamy po wykonaniu wszystkich głównych zadań z obszaru, na którym aktualnie się znajdujemy.

„Znowu jedna z tych cholernych bestii…”

Jak zwykle na naszej drodze spotkamy wiele potworów, które będą chciały nam utrudnić przeprawę przez i tak niebezpieczną już wyspę. W tym przypadku wyobraźnia twórców sprostała zadaniu, bo otrzymujemy naprawdę dopracowane i zmyślne bestie.

Spotkamy tutaj zwyczajne zwierzęta jak dziki czy wilki, ale także o wiele bardziej wymagających przeciwników. Przykładem takim może być rozumna rasa jaką okazują się być Ogry. Pełnić będą one bardzo podobną rolę jak Orkowie w serii Gothic.

Risen ma ukrócić raz na zawsze bezmyślne klikanie jako sposób na najefektywniejsze pokonywanie wrogów!

Sekret stali

Potyczki w Risen-ie to sama przyjemność. Dostajemy system walki bazujący na tym znanym z pierwowzoru, ale jest on podkręcony i doszlifowany. To co najbardziej będzie go wyróżniać to łączenie ciosów w sekwencje i wyprowadzanie potężnych, a zarazem efektownych kombosów.

Na umiejętność posługiwania się mieczem wpływać będzie nasz dziesięciostopniowy trening. Nie będzie to tylko „sztuczna przeszkoda” mająca na celu opóźnić nas w zdobyciu tytułu mistrza – każdy ze stopni, będzie niósł za sobą nowe, coraz potężniejsze ataki.

Risen ma ukrócić raz na zawsze bezmyślne klikanie (hack’n’slash – przyp.red.) jako sposób na najefektywniejsze pokonywanie wrogów! Każdy przeciwnik, będzie wymagał od nas innej taktyki, a sytuacja, w której dzik pokonuje bohatera pod koniec gry, będzie nie do pomyślenia.

Magiczne swawole

Nikt nie wyobraża sobie gry cRPG bez potężnych zaklęć, magów i całej tej czarodziejskiej otoczki. Nie inaczej jest w najnowszej produkcji Piranha Bytes. Powiem nawet, że zapowiada się ona nawet bardziej smakowicie niż w sadze Gothic. Znowu przyjdzie nam się spotkać z dobrze znanymi rozwiązaniami – magia ponownie będzie możliwa do użycia z poziomu run oraz magicznych zwojów. Te pierwsze dostępne będą tylko wtedy, gdy opowiemy się za stronnictwem magów.

Magia dzieli się na trzy szkoły – ognia, lodu i piorunów. Podobnie jak w przypadku broni białej, też składać się będzie z dziesięciu poziomów. Zaklęcia nie będą jednak służyć wyłącznie do walki. Przydatne okażą się również do omijania i pokonywania rozmaitych pułapek, strzegących podziemnych świątyń.

Świat (niemal) rzeczywisty

Ponownie przyjdzie nam spędzić czas w świecie niezwykle naturalnym, w którym życie po prostu tętni na każdym kroku. Każda napotkana postać zdaje się mieć swoje własne życie, historię i marzenia. Nie odnosi się to tylko do ludzi, tak samo jest ze zwierzętami oraz miastami, których design i szczegółowość urzeka.

Cały efekt psuje nieco grafika. Tak, jest śliczna, ale nie powala szczegółowością i nie może się równać z najnowszymi grami. Risen nie jest też wolny od baboli – zwłaszcza nieodpowiednie wyważenie niektórych elementów gry. Dla pocieszenia dodam, że „Piranie” dobrze o tym wiedzą i przez kolejne trzy miesiące będą nieustannie szlifować grę, by ostatecznie wydać ją jako „diament”.

Przypominam, że światowa premiera gry wypada 2. października bieżącego roku, a niecierpliwi już mogą zamawiać pre-ordery na zagranicznych stronach.

Autor: DoneR

Dodaj komentarz