Risen 2 – wrażenia Senta z bety

Początki są trudne

Cóż, początek, którego akcja toczy się w Calderze („ostatnim bastionie ludzkości na kontynencie”) nie nastraja optymistycznie. Na początek grafika – jest po prostu średnia. Budynki brzydkie, teren ciasny, animacje toporne jak zawsze. Questów nie ma tutaj niemal wcale, w ogóle cała lokacja sprawia wrażenie jakby sami twórcy chcieli byśmy jak najszybciej ją opuścili -ot kilka rozmów i już nagle inkwizycja chętnie przychyla się do pomysłu pomocy córki pirata. Głupie to straszliwie i sprawia wrażenie, że twórcy nie do końca mieli pomysł na zawiązanie akcji. Zresztą, jak już przy Patty jestem – ok, rozumiem, że to klimaty pirackie i przydałoby się jej odświeżenie wizerunku, ale czy musi ona zaraz wyglądać jak Sparrow z cyckami? I do tego walka.. pierwsze skojarzenie to Gothic 3 wzbogacony o rozwiązania dla konsol. Znamy jedno jedyne combo sprowadzające się do maltretowania lewego przycisku myszy, zaś sama sekwencja ciosów ma kretyński system autoaimu „przyklejającego” nasze ciosy do wybranego przeciwnika i ciężko go zmusić do zmiany na innego. Dodajcie do tego, że znamy jeszcze tylko blok i macie pełen obraz nędzy i rozpaczy. Pół biedy gdy naszymi przeciwnikami są szczury, które tak jak Najman ciosów nie oddają, czy nawet piaskowe diabły (te piranie z nogami kraba i latarką na czole), które są groźne tylko jak ma się 5% hp, ale gdy chcemy dać nauczkę pewnemu przemądrzałemu strażnikowi, to nagle okazuje się, że bez zapasów i grogu (które przejęły funkcję napojów leczących) leżymy i kwiczymy. A nawet jeśli uda nam już się go sklepać, to poza marnymi 75 ‘punktami sławy’ (które zastąpiły punkty doświadczenia) nic nie dostajemy, gdyż w grze nie można nawet podnieść broni pokonanego przeciwnika. Ból, ból, ból i jeszcze raz ból. Jedyny plus jest taki, że widząc co wyprawia z nami ów strażnik mamy nadzieję, że sami dorobimy się tych wszystkich kontr, kopniaków i pchnięć. No, i ewentualnie to, że seria dorobiła się cutscenek na silniku gry, ale jak widzi się te finishery… na tę chwilę byłem już raczej zniechęcony niż oczarowany grą, tak więc bez większego entuzjazmu udałem się na drugą wyspę.

Witamy w raju

Pierwsze wrażenie po opuszczeniu pokładu okrętu – gdzie jest moja szczęka. Generalnie nigdy nie byłem fanem tych wszystkich bloomów, HDRów i innych efektów sprawiających, że wszystko świeci się jak psu jajca, a których zadaniem jest tylko maskowanie miernej jakości całej reszty. Wkurzało to zwłaszcza w Oblivionie czy drugim Wiedźminie, gdzie akcja niby toczy się w klimatach pseudoeuropejskich, a tymczasem nawet zrujnowany mur zamkowy błyszczał niczym wypolerowana srebrna taca. Zapomnijcie o tego typu przykrych doświadczeniach, gdyż Risenie 2 wygląda to zupełnie inaczej. Owszem, jest blask, jest sporo rozmyć, ale cholera, w żadnej grze nie dawało to takiego efektu i nie dawało to takiego klimatu. Jeśli więc czytacie gdzieś, że grafika w becie jest niezła ale daleko temu do W2 czy innych najlepszych tytułów w branży, to przyklejcie takiej opinii plakietkę z napisem bullshit. Zabójcy Królów są co najmniej dwie klasy niżej i nie mają nawet połowy smaku nieco kreskówkowego stylu R2. Co ja zresztą będę opowiadał, zobaczcie załączone screeny, które i tak wyglądają gorzej niż gra w ruchu (i nie są to materiały prasowe, ale zrzuty prosto z gry odpalonej na maksymalnych detalach). Na dobrą sprawę jedyne co przeszkadza w oprawie wizualnej to drewniane animacje oraz typowe dla tego silnika dorysowywanie obiektów, które niczym w G3 i R1 nagle się pojawiają gdy przekroczymy niewidzialną linię. Oddać jedynie trzeba, iż nie odbywa się to tak bezczelnie jak w poprzednich tytułach i jest nieco maskowane.

Jeśli idzie o pozostałe aspekty, tu również jest już tylko lepiej. Zadań jest nawet sporo i zazwyczaj da się je wykonać na kilka sposobów, dialogi mają ręce i nogi (tu z nowości pojawił się osobny perk odpowiedzialny za wciskanie ludziom kitu), zaś akcja toczy się w odpowiednim tempie. Również rezygnacja z traktowania pancerza jako jednolitej całości wyszła na dobre. Od teraz mamy osobno koszulę, spodnie, buty, kolczyk, pierścień i amulet, każdy opisany własnymi statystykami i dający inne bonusy. Co ciekawe, pojawia się tutaj genialny patent nie znany z innych tego typu gier – gdy nasza postać nie nosi butów, nogawki spodni podwijane są za kolana. Ba, ich długość jest dopasowana do kroju butów, nie występuje tutaj efekt nakładania się na siebie źle dopasowanych modeli, znany choćby z serii TES. Jak już jestem o przedmiotach, słowo o menusach i innych przedmiotach z którymi można wejść w interakcję. Te pierwsze są, nie bójmy się tego słowa, konsolowe do bólu. O ile sam pomysł z zakładkami jest trafiony, o tyle gigantyczne ikony tylko utrudniają przeglądanie plecaka. Co zabawne, w podobny sposób zorganizowano handel i.. interakcję ze skrzyniami czy ogniskami. Ot, oglądamy animacje jak postać klęka i nagle oglądamy charakterystyczne niebieskie menu gdzie decydujemy co dalej. O ile w przypadku zakupów czy przeglądania skrzyń patent ujdzie, o tyle w przypadku takiego ogniska klimat nieco na tym cierpi. A jak już jestem przy gotowaniu.. tu Piranie zrealizowały kolejny kontrowersyjny pomysł. Pamiętacie te setki grzybów, mięs, jabłek i cholera wie czego jeszcze, które niby się zbierało, ale nic z tym nine robiło, bo wartość zwracanych hp była żenująco niska? Zapomnijcie o tym, gdyż od teraz każde jabuszko, grzybek, wino czy cokolwiek, co nie jest składnikiem alchemicznym, po podniesieniu zamienia się w magiczne „zapasy”. Mało to klimatyczne, a w dodatku spowodowało drastyczne obniżenie ilości przedmiotów możliwych do podniesienia (bo regeneracja jaką dają po spożyciu jest wyjątkowo przydatna w ogniu walki), ale.. sprawdza się i jest przydatne. Pomysł ten ma jak widać swoje wady i zalety, więc najprawdopodobniej będzie źródłem licznych dyskusji na forach. Jak już więc jestem przy regeneracji zdrowia, dwa słowa o walce – niestety pokazany fragment gry był zbyt mały by jakoś konkretnie podpakować postać, więc ciężko powiedzieć czy później będzie lepiej. Na pewno jednak napotkane postacie nie są aż takimi koksami jak pyskaty strażnik z Caldery, więc nie wczytuje się gry co chwila – ot, lubiana przeze mnie sytuacja, gdy jedni przeciwnicy są łatwi, innych nie ruszymy jeszcze przez kilka lvli, a innych pokonamy jak mocno pokombinujemy. Niestety, nie dane było mi przetestowanie broni palnej (tu przy okazji uwaga – osobiście uważam, że wpasowuje się ona w gothicowo-risenowy klimat, wbrew obawom większości. Ot, era konkwistadorów z kilkoma anachronizmami, efekt ciekawy), gdyż w becie nie było odpowiedniego nauczyciela, ale wygląda ona całkiem fajnie, jest skuteczna i dobrze zbalansowana. Co więcej, dysponuje ona swego rodzaju smaczkami – okazuje się na przykład, iż bagnet na muszkiecie nie jest tylko ozdobą, ale tak jak w rzeczywistości służy również do walki wręcz, tak więc samo skrócenie dystansu do przeciwnika nie gwarantuje nam wygranej. Inny przykład, to walki z gepardami, które mają niemiły zwyczaj na nas wskakiwać – by je z siebie zrzucić musimy masakrować klawisz skoku. Osobiście nie jestem fanem takich QTE, ale trzeba twórcom przyznać, iż starają się, by gra była urozmaicona.

Jedna tylko rzecz niestety nie uległa poprawie na drugiej wyspie, a mianowicie muzyka. Nie chodzi nawet o to, że jest zła, ale zupełnie nie zapada w pamięć. Potrafię zanucić kilkanaście motywów z gier, a w przypadku bety R2 mam problem przypomnieć sobie jaki był motyw w głównym menu, nie mówiąc o właściwej grze. Jak więc widać brak KaiRo w zespole niestety odbił się dość negatywnie na tym aspekcie rozgrywki.

Podsumowanie

O becie można by mówić jeszcze długo, ale większość z tego znajdziecie na innych portalach. Tak jak wcześniej miałem spore wątpliwości czy brać czy nie, tak teraz zostały rozwiane. O ile piranie niczego nie spieprzą, gra ma spory potencjał być najlepszą produkcją tego studia. Już teraz wygląda ślicznie, chodzi w maksymalnych detalach na sprzęcie ze średniej półki (czterordzeniowy phenom II, 3 GB ram, GeForce 560), nie sypie się, wciąga. Choć na kolekcjonerkę się raczej nie skuszę, to i tak nie mogę już doczekać się kwietnia.

Dodaj komentarz